Ten post został napisany klawiaturą QWERTY
15 czerwca 2006
Rozpoczęcie podróży ścieżką standardów sieciowych zostało spowodowane w moim przypadku dwiema rzeczami:
- Pierwszą był zachwyt i uwielbienie dla twórców stron internetowych piszących zgodnie ze specyfikacjami.
- Drugą przeczytanie książki Zeldmana.
Strony napisane nowocześnie różniły się treścią i wyglądem, ale prawie zawsze miały te same dwa elementy - linki służące do przewalidowania aktualnej strony za pomocą narzędzi W3C. „Valid XHTML & CSS”, no wiecie.
Jest to pewien trend, podsycany przez samo konsorcjum W3C oferujące zółte odznaki dla każdej strony spełniającej standardy. Masowy trend, dodam, bo linków tych przybywa coraz więcej, wraz z lawinowym wzrostem liczby stron zgodnych ze standardami. Powiedzmy.
Należałoby się cieszyć - propaganda działa, największe nazwiska umieszczają w stopce albo na dole w menu linki - liczba uświadomionych rośnie. Tylko ja zapytam się w takim razie:
- Jaki procent z ludzi walidujących swoje dzieła naprawdę pisze zgodnie ze standardami, a nie z wynikiem walidatora?
- Czy jeśli napiszesz opowiadanie to dodajesz na jego końcu nazwę modelu maszyny do pisania albo markę pióra? Ewentualnie tytuł najnowszego wydania słownika języka polskiego?
Ludzie znający reguły pisania dobrych stron (niezależnie czy to jest XHTML czy tylko HTML) traktują mechanizm walidacyjny jako automatyczną pomoc w wyłapywaniu błędów i literówek. Są świadomi niedoskonałości walidatora i zdają sobie sprawę, że poprawny kod o niczym wielkim nie świadczy.
Z drugiej jednak strony mamy masy,które - w dużym skrócie - krzyczą XHTML! naprzemiennie z Ajax!. Im moda na bycie „valid” nie dała nic więcej jak nowy buzzword. Mamy działy marketingu, które chcą żeby strona i arkusz stylów się walidowały, bo potrzebne im jest to do odhaczenia kolejnego punktu na liście „Serwis Blabla™ - cechy Web2.0”.
I teraz biorąc pod uwagę te dwa czynniki - czy nadal warto umieszczać wszędzie linki do sprawdzenia kodu? Ja umieszczałem, ale już tego nie robię - także ze względu na to, że nikogo nie obchodzi jak ja tą stronę napisałem. Jeśli już chcemy propagować standardy, to lepiej podlinkować jakiś dobry artykuł do nich wprowadzający. Albo książkę.
Linkowanie narzędzi jest, moim skromnym zdaniem, coraz bardziej bez sensu. O ile parę lat temu w ten sposób pokazywano przynależność do „elitarnego klubu” rozumiejących standardy, tak teraz w erze generatorów i wizardów z Digga, nie oznacza to zupełnie nic. Chcąc sprawdzić kod jakiejś strony mamy do dyspozycji masę narzędzi w przeglądarkach - dla każdej z nich. Moim zdaniem era stron z linkami „XHTML, CSS” w stopce powinna zostać zakończona.


