Opera? Nie, nie chodzę, nie mam czasu.
19 listopada 2005
Opera i Firefox. Dwa wrogie konkurencyjne obozy, pozornie utrzymujące stan zawieszenia broni. Ale każda tylko czeka żeby wcisnąć szpilę w drugą. Cóż, oto kolejna z nich, tym razem wcelowana w Operę. Lecz moim celem jest udowodnić przewagę Firefoksa nad Operą na polu marketingowym, żadnym innym.
Wszelkie linki i przyciski czy bannery na stronach niepołączonych bezpośrednio z wyznawcami nowej, lepszej sieci, wskazują na Firefoksa. Opera ma marginalny udział w przeglądarkowym torcie. Ludzie polecając przeglądarkę, jeśli już to robią, wskazują na Firefoksa. Polecają program przyjazny, prosty jak szpadel. Na którym każdy z tych użytkowników może się rozwinąć (choćby zainstalować swoje pierwsze rozszerzenie). Którego interfejs jest kolorowy, ale wpasowany w wygląd kontrolki systemowe. Nie ma szoku, nie ma „gdzie ja jestem”.
Gram w internetową grę multiplayer. Na forum tejże, zaludnionym po brzegi przez głównie amerykańskich, ale także brytyjskich, niemieckich czy francuskich nastolatków, poleca się wewnątrz społeczności Firefoksa, do „szybszego grania”. Z pewnością nie słyszeli i o Operze, jego fastbacku i ulepszonym mechanizmie renderowania stron, przez co gra staje się jeszcze szybsza. Lecz nie, oni zachwalają taby, możliwość łatwego wyłączenia JavaScriptu (popatrzmy jak to jest zamotane w ustawieniach Internet Explorera), aby podczas klikania w rekruterze nie trzeba było czekać na aktywację przycisku. Oczywiście! To wszystko ma Opera, ale naprawdę przyjaźnie jest to udostępnione w Firefoksie. No i jest „cool”.
Szeroko znane firmy wspierają Firefoksa. IBM, który ofiarował zespołowi rozwijającemu przeglądarkę kod mogący w przyszłości znacznie usprawnić dostępność dla osób w ten czy inny sposób upośledzonych. Google wspiera mieszkańców Stanów Zjednoczonych wypłacając 1$ ludziom za każdego namówionego przez nich użytkownika do Firefoksa.
Sama nazwa kojarzy się tym dzieciakom bardzo pozytywnie. „Hey, use firefox, m8. It kicks ass!”, często piszą ją w postaci FireFox. Wypisują przydatne dla nich rzeczy. Nikt z nich nie zważa na lepsze renderowanie stron powiązane ze standardami. Owszem, część z nich zauważyła poprawę wyglądu co niektórych z nich, ale nie to jest ważne. Ważne jest to, że dwunastoletnie szkraby są nim zachwycone. Opera; okej słowo jest w języku angielskim, ale jak się kojarzy? Z nudnym miejscem dla staruchów. Możecie się oburzać, ale tak działają powiązania zwyczajnych ludzi, tak działa marketing. To dlatego jeden produkt sprzedaje się lepiej, mimo że jego ekwiwalent ma lepsze parametry i cenę. Takie mamy społeczeństwo. Opera buduje wokoło siebie atmosferę elitarności, stabilizacji i dorosłego podejścia do życia. Firefox jest dla każdego z nas, jest na czasie i jest masowy.
Fakt, że interfejs wiodącej przeglądarki Mozilli, jest tak podobny do Internet Explorera, nie jest jedynie podyktowany chęcią zmylenia użytkowników. Przecież przeglądarka to nie tylko wygląd okna głównego, to także wiele innych opcji, jak menu, preferencje, zakładki, okna dialogowe. Internet Explorer ma ascetyczne okienko, nie na darmo.
Tak zwani standardowi, niedzielni użytkownicy, ZU, jak się o nich mówi nie zależy na czymś więcej jak pasku gdzie można wpisać wuwuwu i miejscu, żeby to wuwuwu się pokazało. Niektórzy po jakimś czasie dostrzegają przycisk Wstecz. Kochani. Opera ma „dwa” przyciski Wstecz. Myślicie, że to takie proste zobaczyć ich opis w etyketce narzędziowej? Dla nas - tak, banalne. Dla nich - nie, po stokroć nie.
Opera po pierwszym uruchomieniu straszy panelem bocznym, pasek adresu jest w niestandardowym miejscu. Trzeba być odkrywcą, żeby się w takie rzeczy bawić. Trzeba mieć zacięcie. Którego moja mama nie ma. Ona zna „Gugle”, stronę IKEA i rozumie efekt działania trzech kontrolek w przeglądarce. Nie zauważy podmiany Firefoksa na Internet Explorer, wiem bo sprawdzałem. Opera wydaje się jej nieprzyjazna, bo pokazuje za dużo i „dziwnie” się zachowuje. Zostawmy jednak moją mamę i przejdźmy dalej.
Firefox jest marketingowym hitem. Fakt, że te wielkie firmy i koncerny, o których wspomniałem, wspierają Firefoksa, nie wynika z ich chwilowego nastroju na zrobienie czegoś dobrego. To wkład w aplikację, która jest hitem, która być może niedługo stanie się legendą. Wkład materialny, z którego te olbrzymy będą korzystać, bo pojawiały się w newsach koło tego prostego, trendy i użytecznego produktu. Napędzają PR Firefoksowi; nadały mu rozpędu, który potem je pociągnie w górę.
Mozilla Suite, teraz Sea Monkey też była opłakiwana przez power userów na forum MozillaPL. Wielu z nich mogłoby używać Opery - chcieli wszystko w jednym. Ale MS była niewypałem marketingowym i jej popularność spada, a nie rośnie.
Opera była płatnym programem, nazwijmy to po imieniu. Nikt nie mówi, że Gadu-Gadu jest darmowe, chodzi tylko o natężenie reklam na centymetrze kwadratowym. Do wielu użytkowników nie śledzących newsów nie dotarła jeszcze informacja, że ta przeglądarka pozbyła się paska z reklamami, zabierającego cenną przestrzeń do surfowania.
Dlatego nie należy się dziwić pomijaniu Opery, wypisywaniu wszędzie getfirefox.com, stronach promujących konkurencyjną przeglądarkę. Opera ma bardzo zwartą, intelektualną wręcz społeczność. W większości użytkowników, którzy wiedzą co to jest sieć i wiedzą czego od niej chcą. Można by się zapytać czemu taki ja, zaznajomiony z RSS, P2P, IRCem, używający na codzień maila, nie wybrałem Opery.
Cóż, odpowiedź na to pytanie jest proste. Ja potrzebuję przeglądarki internetowej, małej i prostej, z najwyżej możliwością rozbudowy. Ja, jako użytkownik, prędzej będę chciał coś dodać niż zastanawiał się jak powyłączać to i tamto. A zachęcony newsami dotyczącymi nowej odsłony przeglądarki Mozilla Foundation, będę jeszcze bardziej się wiązał z Firefoksem. Najlepszą, w pojęciu marketingowym, przeglądarką na świecie.


